Agnieszka

TYP NOWOTWORU: PIERWOTNY CHŁONIAK ŚRÓDPIERSIA
WOLNA OD RAKA: 2 LATA

Dwa lata temu usłyszałam wyrok. Obolała, bez głosu, bo guz sparaliżował struny głosowe, dostałam wypis ze wstępna diagnozą – nowotwór złośliwy – pierwotny chłoniak śródpiersia. Najgorszy scenariusz założony przez lekarzy się ziścił. Widziałam niepokój w oczach rodziców, siostry, chłopaka, przyjaciół. Przerażenie, jakie mi towarzyszyło było niewyobrażalne. Strach przed utratą życia paraliżuje. Płakałam, wyłam. Przeglądałam ciągle media społecznościowe w poszukiwaniu osób, które już to przeszły i żyją i obiecałam sobie, że jak wygram, na pewno nie będę bała się o tym mówić. Może moja historia też komuś pomoże.
Dotychczas narzekałam na swoje życie. Wybiegałam w przyszłość. Tak naprawdę nie wiem, czy żyłam teraźniejszością. Dopiero w tym krytycznym momencie dotarło do mnie, że przyszłości dla mnie nie będzie. Mogę umrzeć za 3-4 miesiące (tak sobie założyłam) skoro jest to nie dość, że złośliwy nowotwór, to jeden z najagresywniejszych. Ale przeszłam półroczne leczenie chemią + radioterapią. Kiedy wypadły mi włosy, każdy pocieszał mnie, że to nic takiego i odrosną, ale jednak moment ogolenia głowy jest traumatyczny. Przyjęłam 8 punkcji w kręgosłup (przyp. red. punkcja lędźwiowa z dokanałowym podaniem chemioterapii), kilka razy przetaczano mi krew, mdlałam, przyjmowałam morfinę uśmierzającą ból, codziennie przez pół roku miałam pobieraną krew.

I jednak żyję.

Pokochałam siebie, swoje życie. Zrozumiałam, co znaczy żyć tu i teraz. Cieszyć się każdym dniem. Czasem myślę, że ta choroba przyniosła mi też dużo korzyści. Wierzę w 100%, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Miała to być ciężka, a zarazem najważniejsza lekcja.

Mam jedną radę. Jeśli o czymś marzycie, długo się do czegoś zbieracie – zróbcie to!

Życie jest nieprzewidywalne i bardzo kruche. To, co mnie spotkało było totalnym zaskoczeniem. Od momentu pierwszych objawów, pogorszenia samopoczucia i utraty głosu minęły 2 miesiące czasu, kiedy przyjęłam pierwszą chemię. Żyłam bez głosu przez 6 miesięcy. Dopiero po ostatniej chemii zaczęłam mówić. Wydaje się banalne, a dla mnie to było niesamowite szczęście. Był to trudny okres, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni. Człowiek jest w stanie wytrzymać wszystko, aby żyć.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.