Klaudia

TYP NOWOTWORU: Nephroblastoma III stopnia
WOLNA OD RAKA: 2 lata

Cześć wszystkim! Mam na imię Klaudia i w tym roku skończę 17 lat. Od kiedy pamiętam zawsze byłam związana ze sportem. Jeździłam na treningi z mamą jak i z tatą, również w szkole miałam do czynienia ze sportem, poprzez szkolne zawody. Jednak aktywności nigdy za wiele, nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Zawsze czułam się najlepiej z ludźmi. Zdecydowanie bardziej wolałam coś robić, gdzieś pojechać lub po prostu zobaczyć coś ciekawego niż siedzieć w domu. Kolejną rzeczą, którą bardzo lubiłam były moje pasje, było ich tak wiele, że nie sposób wszystkich zliczyć…

Jednak w grudniu 2015 roku świat się dla mnie zatrzymał… Nie czułam się za dobrze więc trafiłam do szpitala bez poważnych objawów, jednak po wykonanych badaniach oraz przeprowadzonej operacji bardzo szybko okazało się, że wcale nie jest tak dobrze jak mi się wydawało. Lekarze postawili szokującą diagnozę: Nephroblastoma III stopnia, nowotwór złośliwy nerki.

Po konsultacjach lekarze zdecydowali, że dostanę 6 cykli chemioterapii, po których zostałam zakwalifikowana do usunięcia guza. Po operacji jeździłam na radioterapię i na chemię pooperacyjnę (29 tygodni). Było to w 2016 roku. Niestety ta chemioterapia niosła za sobą poważne skutki uboczne: polineuropatie obwodową (przykurcze mięśni).

Wszystko zaczynało powoli wracać do normy, ja czułam się zdecydowanie lepiej, nic nie wskazywało na złe wieści. Jednak w grudniu 2017 roku miałam badanie kontrolne, na którym ukazała się zmiana w podbrzuszu, której nie było widać na wcześniejszych badaniach sprzed trzech miesięcy. Po krótkim czasie uznano, że to wznowa. Byłam załamana i szczerze mówiąc nie chciałam się leczyć bo bałam się, że znowu będzie to samo.

Nie poddałam się! Chciałam pokazać wszystkim, że dam radę (przyznam się, to było pierwsze, ale i ostanie zwątpienie). Po diagnozie wzięłam dwa cykle chemioterapii przed operacją i dwa cykle po operacji. W 2018 roku po długich oczekiwaniach na pozwolenie od lekarzy mogłam przejść operację lewej nogi, na którą nie działała już rehabilitacja, gdyż przykurcz był za duży (były to powikłania po chemioterapii).

Później wyglądało na to, że wszystko jest już dobrze, byłam spokojniejsza, przestałam się bać, mogłam już spotykać się z przyjaciółmi, czego bardzo brakowało mi podczas leczenia. Zaraz miały zacząć się długo wyczekiwane przeze mnie wakacje, które mogłam w końcu zaplanować, miały być pełne wyjazdów na kolonie i obozy, ale nie zawsze wszystko się udaje. Tak było i teraz, ponieważ w maju 2019 roku nadszedł kolejny termin badań kontrolnych, na których ukazał się powiększony węzeł chłonny w brzuchu.

Mój lekarz prowadzący stwierdził, że nie ma na co czekać i trzeba działać, lecz w tym przypadku miałam tylko operację. Zdaje sobie sprawę, że tę historię może przeczytać każdy i jestem z tego dumna, może kogoś zmotywuję do walki, bo sama wiem, że wsparcie jest ważne. Chcę żeby każdy wiedział, że każdą walkę da się wygrać, bez wyjątku. Tylko nie wolno się poddawać!

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.