Maja

TYP NOWOTWORU: Guz
WOLNA OD RAKA: 6 lat

Nasza walka z rakiem zaczęła się zaraz po ukończeniu pierwszego roku życia Mai. Pod koniec października 2011 roku u Mai pojawiły się zwykłe ulewania po mleku, tak jak to bywa u dzieci. Jako rodzic na początku nie zwracałam na to uwagi. Z czasem ulewania zamieniły się w obfite wymioty, które pojawiały się rano i w nocy (Maja rozwijała się prawidłowo). Zaniepokojona wymiotami zadzwoniłam po pogotowie, które zawiozło nas do szpitala zakaźnego z podejrzeniem rotawirusa. Po podłączeniu wszystkich leków czekaliśmy na poprawę. Dziwną sprawą było dla mnie to, że Maja nie miała żadnych objawów, tak jak inne dzieci leżące z nami na sali: żadnych biegunek, żadnej gorączki, tylko same wymioty o określonych porach dnia.

9 września 2011 roku wieczorem niczego nieświadoma położyłam Maje spać a następnego dnia około godziny 10:00 okazało się, że córka nadal śpi. O godzinie 12:00, gdy dalej spała, zapaliła mi się czerwona lampka i zaniepokojona snem córki poszłam zgłosić pielęgniarkom, że Majka od wczoraj śpi. Pani stwierdziła, że widocznie jej tego trzeba, ale jak mi się nie podoba zawszę mogę ją obudzić. Gdy to zrobiłam i wzięłam Maję na ręce jej ciało najpierw wygięło się a potem zrobiło się sztywne. Przerażona zaczęłam wzywać pielęgniarki, które na szczęście szybko przybiegły i zabrały córkę do dyżurki. Po 10 minutach przyniosły córeczkę z powrotem mówiąc, że mogę wziąć ją na ręce. Wzięłam Maję na ręce by ją mocno przytulić, ale niestety sytuacja powtórzyła się, tym razem ze zdwojoną siłą.

Doszło do zatrzymania akcji serca i trzeba było natychmiast reanimować. Świat zawirował mi przed oczami, nie wiedziałam co robić, nie słyszałam co ci wszyscy ludzie do mnie mówią. Po czterech godzinach zobaczyłam córkę na intensywnej terapii, podłączoną pod masę kabli, z jakąś dziwną rurką w buzi. Niestety Maja była niewydolna oddechowo i musieli wprowadzić ją w stan śpiączki farmakologicznej. Diagnoza powaliła mnie z nóg, świat się zawalił – guz mózgu. Dziecko wymagało natychmiastowej operacji, dlatego pojechaliśmy do innego szpitala na konsultację. Nie pamiętam drogi do sąsiedniego szpitala, miałam tysiące myśli dlaczego my, za jakie grzechy. Nie mogłam się załamać, musiałam walczyć. Gdy dotarliśmy na miejsce nikt jej nie konsultował, nie było na to czasu. Od razu na stół!

Słowa neurochirurga przed operacją – szanse na przeżycie córki marne – to było gorsze od ciosu w policzek. Po dziewięciu godzinach operacji, usłyszeliśmy, że ta noc pokaże, czy przeżyje. Na drugi dzień dobre wieści – noc minęła spokojnie, ale ciągle pozostanie w śpiączce. Po kilku tygodniach Maja wróciła do nas… Zostaliśmy przekazani na onkologię, aby zacząć kolejny etap leczenia. Chemię przyjęła bez żadnych komplikacji. Gdy nasze życie zaczęło się pomału oswajać z sytuacją z jaką przyjdzie nam żyć, świat znów się zawalił. Wynik rezonansu wykazał wznowę lokalną guza. Nie wierzyłam w to, myślałam że to jakiś żart. Tym razem operacja odbyła się w CZD w Warszawie.

Po operacji wszystko pięknie się goiło, ponownie przekazali nas na onkologię. W nocy płyn mózgowo-rdzeniowy zaczął sączyć się na zewnątrz, doszło do neuroinfekcji układu nerwowego, sepsy, ropnego zapalenia opon mózgowych, przestała widzieć, słyszeć, chodzić, mówić, cała prawa strona ciała była sparaliżowana. To był horror! Miesiące spędzone na intensywnej terapii, marne szanse na przeżycie, ciągłe ataki padaczkowe, zero reakcji na jakiekolwiek antybiotyki, co drugi dzień blok operacyjny i morze wylanych łez. W porę się jednak ogarnęłam. Nie wierzyłam lekarzom, którzy mówili, że jak przeżyje to nie będzie z nią kontaktu.

Nie poddaliśmy się i jestem z tego dumna. Dziś wiem, że warto jest walczyć póki jest nadzieja, a ona jest zawsze, dlatego trzeba wierzyć. Dziś Maja jest wesołą 10-latką, która jak na to co przeszła, pięknie funkcjonuje. Co prawda mamy bardzo dużo powikłań, z którymi walczymy, ale wiemy, że one tak naprawdę są niczym w porównaniu z tym co nas spotkało. Dlatego nigdy się nie wolno poddawać!

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.